Cmentarze żydowskie w Gdańsku

Cmentarze żydowskie w Gdańsku "Oto kamień odmawia kadisz ciężarem swoim mnogością swoją i w bezbolesnej trawie kamienuje miejsce"- są to słowa Jerzego Ficowskiego, które doskonale ukazują stan zdewastowanych i zbezczeszczonych pamiątek po niegdyś sporej ludności żydowskiej [...]

[...] zamieszkującej Gdańsk i jego okolice. Najbardziej chyba porusza i szokuje sprawa gdańskich cmentarzy żydowskich.

Zdewastowane, pozbawione należytej czci i szacunku, poprzewracane i połamane macewy są znikomym śladem zamkniętego przez druga wojnę światową rozdziału dziejów historii Pomorza, w której niemałą role odgrywały pobliskie gminy żydowskie. Największy niesmak wzbudził we mnie pewien kontrowersyjny fakt, że to nie jak przypuszczałam Niemcy doprowadzili do obecnego stanu cmentarze żydowskie na terenie mojego miasta, ale zrobili to moi rodacy, którzy przybyli nad Bałtyk po 1945 roku... po prostu było mi wstyd. Bo nie ma usprawiedliwienia dla tego typu zachowań. Powinno się mieć szacunek do drugiego człowieka bez względu na to czy jest Żydem, Polakiem czy Niemcem.

Od tysięcy lat Żydzi starali się o zapewnienie swym zmarłym należytego pochówku. Wynikało to z ich wiary w zmartwychwstanie przed końcem świata oraz z treści Starego Testamentu oraz Talmudu. Każda gmina żydowska zakładała cmentarz, który czasami powstawał wcześniej niż synagoga. Dbając o pamięć o zmarłych starali się oni ogradzać swoje cmentarze i zabezpieczać je przed różnymi aktami zakłócania spokoju zmarłym. Kiedy cmentarz zapełnił się, powiększano jego obszar albo po prostu zakładano nowy. Stare i duże gminy czasami posiadały po dwa, trzy, a nawet cztery cmentarze. Każdemu Żydowi, nawet temu najbiedniejszemu i samotnemu, zapewniano należyty pochówek, którego organizacją zajmowała się Chewra Kadisza.

Cmentarz żydowski jest różnie nazywany przez miejscową ludność: kierkut, kirkut, kerhoł, cherchoł itp. Sami Żydzi natomiast nazwali po hebrajsku swój cmentarz Bet Olam, co znaczy Dom Wieczności, Bet Chaim - Dom Życia lub Bet ha-Kwarot - Dom Grobów, zaś po żydowsku: Der gute Ort - Dobre Miejsce albo Der hailige Ort - Święte miejsce. W kronikach na ziemiach zachodnich naszego kraju można natrafić również na niemieckie nazwy takie jak np. Juden Sand - Żydowski Piasek, Sandhof - Piaskowe Podwórze lub Judenkirchhof - Żydowski Dziedziniec Kościelny. Natomiast w tekstach łacińskich możemy się spotkać z takimi określeniami, jak: Hortus Judeorum lub Mons Judaicus. W pisowni polskiej najlepiej jest się posługiwać określeniem cmentarz, ponieważ chodzi o teren, na którym dokonywano pochówku zmarłych.

Na terenie Gdańska znajdowały się cztery cmentarze: na Chełmie, we Wrzeszczu, na ulicy Cmentarnej oraz na ulicy Na Wzgórzu.

Cmentarz na Chełmie został założony prawdopodobnie w XVI wieku, względnie uznaje się, że na przełomie XVI i XVII wieku. Pierwsza udokumentowana wzmianka historyczna na jego temat pochodzi z 1694 roku. Usytuowany został na wzgórzu potocznie nazwanym "Żydowską Górką". Jego powierzchnia w ciągu XVIII i XIX wieku uległa powiększeniu - podjęto decyzje o przeznaczeniu stoków oraz podnóża wzgórza na miejsce grzebalne. Kiedy w 1807 roku stacjonujące na obrzeżach miasta wojska napoleońskie zrobiły tutaj stanowiska dla dział, nagrobki uległy częściowemu zniszczeniu. Na odnowienie nekropolii Benedykt Stargardt z Bractwa Pogrzebowego Starych Szkotów ofiarował 1500 talarów. Pod koniec XIX wieku wydzielona została część niegrzebalna, gospodarcza, w północno-wschodniej części cmentarza (przy dzisiejszej ulicy Stoczniowej), na której zbudowano domy: przedpogrzebowy, dozorcy nekropolii oraz kamieniarza, odkuwającego płyty nagrobne. Opieką całego terenu zajmowały się Bractwa Pogrzebowe gmin, w przypadku cmentarza na Chełmie - zwłaszcza Bractwo Pogrzebowe ze Starych Szkotów, do którego cmentarz ten należał od wieków.

Dziś po tym największym z cmentarzy żydowskich w Gdańsku, na którym pochowano wielu rabinów, kapłanów, lewitów i zwykłych ludzi, zostało kilka kamieni z części rozkradzionych, zdewastowanych i zniszczonych macew. Zmuszona do sprzedaży swoich ziem ludność żydowska w 1939 roku, aby chronić pamięć po swoich zmarłych i zapewnić im należyty szacunek, zawarła akt z Niemcami, na mocy którego cmentarze żydowskie miały pozostać w stanie nienaruszonym do 1948 roku. Niemcy dotrzymali danej obietnicy. Kiedy opuszczali Gdańsk w 1945 roku cmentarze były w takim samym stanie, jak na początku 1939 roku. Tak wiec do zagłady tych świętobliwych pamiątek po Żydach przyczynili się Polacy, którzy osiedlili się w Gdańsku po drugiej wojnie światowej. Często macewy były wykorzystywane do budowy domów, chodników itp. W latach siedemdziesiątych na cmentarzu na Chełmie nie było już nagrobków. Okazało się, ze głoszący hasła antyżydowskie i mordujący Żydów w obozach koncentracyjnych i gettach Niemcy umieli uszanować pamięć zmarłych, czego nie można powiedzieć o nas Polakach...

Najlepszym przykładem na nieludzki i okropny sposób potraktowania gdańskich cmentarzy żydowskich są schody nazywane przez światlejszych gdańszczan "schodami hańby". Otóż schody te zostały zbudowane z kamiennych płyt nagrobków cmentarza mieszczącego się przy ulicy Na Wzgórzu. Na zdewastowanym po wojnie cmentarzu zachowały się dziesiątki nagrobków, które zdecydowano "posprzątać", usuwając kamienne płyty nagrobków i budując z nich schody prowadzące na wzgórze po drugiej stronie Jaśkowej Doliny.

Jeżeli chodzi o tego typu zachowania to nasuwa mi się tylko jedna myśl: niszczymy bezmyślnie naszą historię, bo czy nam się to podoba czy nie Żydzi stanowią jej nierozerwalną część.

Następny cmentarz znajduje się z tyłu ulicy Traugutta we Wrzeszczu. Został on założony w połowie XVIII wieku. Miał niewielką powierzchnie - 0,35 hektara. Podobnie jak inne cmentarze został on zdewastowany. Obecnie na jego miejscu pozostało zaledwie 7 nagrobków, z których najstarszy pochodzi z 1823 roku. Aktualnie bardzo trudno jest znaleźć te kilka macew, które przypominają o mieszczącym się kiedyś tu cmentarzu żydowskim, ponieważ nagrobki w większości są poprzewracane i leżą zhańbione w krzakach.

Ostatnim cmentarzem spośród czterech na terenie miasta jest cmentarz mieszczący się przy ulicy Cmentarnej. Został on założony w XVII wieku. Jego powierzchnia w porównaniu do wyżej omawianego cmentarza była duża, bo liczyła 2,3 hektara. Zachowało się na nim 100 nagrobków, z których najstarszy pochodzi z 1786 roku.

Smutna jest powojenna historia gdańskich żydowskich cmentarzy. Właśnie dlatego postanowiłam poświęcić im ten tekst. Bo kto będzie o nich pamiętać za 50 lat? Zapewne do tego czasu nie pozostanie już ani jedna macewa na już zapuszczonych cmentarzach... Szkoda, że tak wielki dorobek kultury żydowskiej z Miasta Gdańska w tak bezmyślny sposób został potraktowany. W moich oczach na uznanie zasługują jedynie władze Sopotu, które kilkanaście lat temu podjęły się ochrony i odbudowy tamtejszego cmentarza, czego efekty są widoczne do dzisiaj, ponieważ jest to najlepiej zachowany cmentarz żydowski w dawnym województwie gdańskim. Uważam, że takie zabytki na terenie mojego miasta powinny zostać dla następnych pokoleń, aby mogły one namacalnie poznać historię swojego miasta i nie zapomniały, że nie tylko Niemcom i Polakom, ale także i Żydom zawdzięczają bogactwo kulturowe tego miasta, które było niegdyś kolebką handlu nad Bałtykiem.

Na szczęście nie jest jeszcze za późno, aby uratować cmentarze żydowskie w Gdańsku. Jeżeli miasto znalazłoby chęci i środki, mogłoby podjąć się renowacji cmentarzy i poprosić o zwrot zagarniętych przez te ponad pięćdziesiąt lat macew. Jednak sprawa "schodów hańby" i sam fakt ich istnienia są najlepszym dowodem ciemnoty i braku szacunku dla zmarłych. Takie posunięcia wcale nie stawiają nas w dobrym świetle, bo za kilkadziesiąt lat następne z kolei pokolenia mieszkające na terenie Gdańska będą może chciały się upomnieć o zniszczone bestialsko i bez skrupułów pamiątki po Żydach.

Monika Leźniewicz